Lubię czytać „Przekrój”, bo tam aż skrzy się od humoru, wiecie, takiego z przymrÓżeniem oka 🙂 Od dziecka cierpliwie przewracałam stronę za stroną, a na końcu zawsze był deser w postaci przygód Profesora Filutka. I robię tak do dzisiaj – najlepsze zostawiam na koniec! 🙂
A Wy co będziecie czytać w weekend?